|
Superabsorbenty Superabsorbenty, wbrew wielu
opiniom, to temat już stary. Pierwsze doświadczenia w tej dziedzinie
zaczęły się pojawiać w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych. Odkryto
wtedy, ze pewne polimery, a zatem substancje chemiczne o złożonych z
długich łańcuchów cząsteczkach, maja właściwości magazynowania wody.
Mechanizm działania jest prosty. Cząsteczki superabsorbentów wiążą w
sposób nietrwały cząsteczki wilgoci. Tego typu zachowanie się związków
nie jest niczym zaskakującym. Zaskakujące są proporcje ilości polimerów
do ilości wody. Całkiem słuszne stały się próby wykorzystania tych substancji
do zatrzymania wody w glebie. Rozpoczęto badania. Podstawowe zastosowanie
widziano dla superabsorbentów na glebach ubogich w próchnicę. Stąd wiele
doświadczeń prowadzono na glebach piaszczystych w Izraelu. Pierwszym
etapem była konieczność ustalenia, jak trwale woda wiązana jest przez
polimery. Badania dowiodły, ze rośliny w większości wypadków nie miały
problemów z uzyskaniem wilgoci z gleby zmieszanej z superabsorbentami,
choć wykryto, że w pewnych warunkach może powstać tak zwany "efekt
oazy". Nie wyjaśniono do końca tego zjawiska, ale zdarza się, iż
w glebie powstają "bańki wodne", których roślina nie potrafi
odnaleźć i zamiera. Kolejne ograniczenie dotyczące superabsorbentów
związane było z samą strukturą polimerów. Aby zapewnić ich działanie
cząsteczki musza być zbudowane z długich łańcuchów atomów. W przeciwnym
razie substancje te tracą swe właściwości. Okazało się, że wszelkie
nawozy mineralne niszczą te długie łańcuchy. Powstał pewien dylemat.
Na glebach bogatych w składniki odżywcze zastosowanie superabsorbentów
jest nieopłacalne, bowiem zwiększenie możliwości absorpcji wody przez
podłoże osiąga niewielkie rozmiary. A zatem nakłady są niewspółmierne
do efektów. Jeśli jednak zastosujemy je na glebach ubogich, to musimy
liczyć się z faktem, ze chcąc dostarczyć składniki odżywcze roslinom
niszczymy sztucznie uzyskane właściwości podłoża. Na ten problem w zasadzie
nie znaleziono rozwiązania, choć przedstawiciele pewnej firmy strasznie
się tu na mnie oburzą. Dlaczego uważam, iż nie znaleziono rozwiązania?
Bo to, co zrobiono dotychczas, to według mnie, półśrodki. Literatura
podaje, że problem ten należy rozwiązać stosując bardzo wyważone nawożenie.
Przy odpowiednim zbilansowaniu ilości superabsorbentów i nawozów osiągniemy
jednak określone efekty. Kolejnym i chyba najważniejszym ograniczeniem
w stosowaniu superabsorbentów, jest ich cena. Czysty rachunek ekonomiczny
zadecydował o tym, ze nie opłaca się ich przemysłowe zastosowanie. Pewna
firma, jak już wspomniałem, twierdzi, że przezwyciężyła problem niszczenia
struktury polimerów przez nawozy. W materiałach reklamowych znajdziemy
tylko ogólnikowe hasła ale w podtekście wyczytać można metodę rozwiązania
problemu. Ponieważ jest tam napisane, ze superabsorbent zawiera już
nawozy, to najprawdopodobniej cząsteczki nawozów (czy po prostu określonych
pierwiastków) zostały w jakiś sposób związane z cząstkami polimerów,
tak, że już nie uszkadzają łańcuchów. Mówię, że to półśrodek, bo osobiście
nie przepadam za tego typu gotowymi mieszankami. Jestem zwolennikiem
dostarczania roślinom tych substancji, których im brakuje a nie wszystkich
"na wszelki wypadek". Tego typu mieszanka nadaje się według
mnie jedynie do kwiatków hodowanych w doniczkach. Tu z reguły faktycznie
musimy dostarczyć absolutnie wszystkich składników odżywczych. Pozostaje
jeszcze pytanie, czy to w ogóle działa? Badania wykazują, że tak. Sadzonki
ukorzeniane w podłożach z superabsorbentem lepiej się ukorzeniają, niż
te bez superabsorbentu. To oficjalne wyniki. Z doświadczeń wykonanych
przez Iwonę Winiarczyk wynika,
że różnie to bywa. Ogólnie rzecz biorąc jestem dość krytyczny jeśli
chodzi o zastosowanie tych "ulepszaczy". Widzę dla nich tylko
jedno miejsce - przy uprawie kwiatów doniczkowych. Superabsorbenty uwalniają
wodę w miarę potrzeb rośliny. W doniczce jest zatem mokro, ale korzenie
są chronione przed gniciem. Gdy nie podlewamy roślin zbyt regularnie,
myślę, że warto je zastosować. Zawsze, gdy mamy do czynienia z amatorska
uprawa można zastosować polimery jako ciekawostkę i "stabilizator"
wilgoci w podłożu. Co do upraw przemysłowych, nawet kontenerowych, mam
już poważne wątpliwości. Przede wszystkim chodzi o duże koszty. Taniej
wychodzi likwidować zasuszone kontenerki, niż do wszystkich dosypywać
superabsorbent, tym bardziej, ze każde nawożenie od razu zmniejsza wartość
tych substancji, a o globalnych rozwiązaniach typu "już nigdy nie
będziesz musiał nawozić" raczej trudno w takich sytuacjach mówić.
W tym momencie można polemizować, bo przecież stosuje się w kontenerach
Osmocote, które jest takim globalnym nawozem, ale o jego stosowaniu,
bądź nie, ogrodnik może decydować na bieżąco, tak zresztą jak i o dawkowaniu. |
|||||||